Archiwum

Archiwum dla marzec, 2009

Spacerem po Pradze…

marzec 25, 2009 Rejke 3 komentarzy

Praga.

Po prostu Praga.

Miejsce tak mi bliskie, a jednocześnie zupełnie obce.

Oto właśnie teraz, właśnie tu, wkraczam do zupełnie innego świata, niż ten który znam ze swojego codziennego życia. Nie dziwi zatem fakt, że w pierwszym odruchu odczuwam strach przed nieznanym i wzdrygam się w obliczu zapachów i obrazów, które nagle zaczynają mnie bombardować z całą swoją mocą.

Uświadamiam sobie, że nigdy nie będę w stanie pozbyć się mojego pochodzenia, które determinuje to w jaki sposób odbieram świat. Zatem, to nie świat jest inny tylko ja jestem tu nie na miejscu. Całkiem wyrwana z kontekstu. Obca.

Skoro nie mogę oceniać inaczej niż tylko subiektywnie, to…dlaczego by właściwie tego nie wykorzystać? Postanawiam zatem zapytać tutejszych ludzi, co myślą o swoim świecie.

Już na początku swojej wyprawy podzieliłam swoje zainteresowania na cztery główne działy i na nich też się skupiałam w rozmowach z mieszkańcami i w fotografowaniu. Podział niezwykle prosty i płytki, jednak aż nadto wystarczający jak na tak krótki czas i nieproporcjonalnie do niego wielką przestrzeń. Zawierają się w nim ściany (do tego działu należą także okna i balkony), drzwi (bramy wejściowe), podwórka (czyli sprzęty i śmieci) oraz ludzie, czyli wszyscy napotkani po drodze wyglądających na mieszkańców.

Ściany

Staję naprzeciw obdrapanej ściany. Tynki się z niej sypią, jest brudna i niechlujna. Wygląda jak materiał, który był przez lata dotykany i nigdy nie prany. Zupełnie jak odzienie bezdomnego. Historia i współczesność łączą się na niej i przeplatają w groteskowy sposób. Czuję się bezbronna. Nie mogę uwierzyć, że za tymi murami mogą żyć całkiem normalni ludzie. Staram sobie wyobrazić scenkę w której mąż z żoną przyrządzają śniadanie, dziecko ogląda telewizję…Tak, staram się stworzyć jakąkolwiek legendę o tym miejscu. Nie istotne czy jest prawdziwa czy nie. Zawsze istnieje szansa, że jest tak jak ja sobie to wyobrażam.

Uspokajam się, myśl, że tu też są zwykli ludzie, dodaje mi trochę otuchy.

Otwieram oczy, szerzej niż na co dzień. Wyczulam się na wszystkie znaki, uruchamiam system podwyższonej wrażliwości na świat.

Ściany tutaj są zupełnie nowym terytorium, zajmuje je odpowiednio Legia, Wisła w największej części a także pojedyncze osobistości. Owo terytorium wykorzystywane jest też przez zazwyczaj przez mężczyzn celem wypisania tekstu miłosnego. Zadziwiające jest to, że miejsce tak obskurne jak właśnie ściana, terytorium wrogich klubów piłkarskich, staje się podstawą do romantycznych wyznań. Romantyczne jest tu określeniem wyjątkowo subiektywnym. Trudno mi jest sobie wyobrazić którąkolwiek ze znanych mi kobiet, która byłaby szczęśliwa z otrzymania podobnego wyznania.

Do ścian zaliczają się także okna, oczywiście kategoria ta podpina się tylko tu, w mojej pracy, gdyż temat okien sam w sobie jest na tyle rozległy by móc o nim napisać o wiele więcej.

Zatem okna.

To co mnie zdumiało, to fakt, iż wiele z nich jest nowych, być może niedawno wstawionych. Dziwnie kontrastują w otoczeniu starych murów, śmieci pod ścianami. Wyglądają jakby nie były na swoim miejscu.

W oknach widać czyste firanki, bujne kwiaty a czasem nawet czyjąś twarz, ukrytą w cieniu, bacznie obserwującą intruza gapiącego się w okno.

Twarze marmurowe, jakby bez wyrazu, bez konkretnego uczucia…twarze- maski. Poza jedną jedyną twarzą, którą upatrzyłam na podwórku z niebieską kapliczką. Twarz, która na mój wielki bezczelny uśmiech zareagowała…tym samym.

A cóż z balkonami? O tej porze roku wyglądają jak jesienne ogrody, które lekko zaniedbane przygotowują się do zimowego snu. Balkony może i są zniszczone, może i odpada z nich beton a z metalowych poręczy sypią się płatki farby. Mimo to mają swój urok…Przy nich najczęściej chyba mocowane są anteny satelitarne- najłatwiej po prostu, choć mogę się oczywiście mylić.

W tych ogrodach, pośród zasuszonych kwiatów, ludzie gromadzą swoje małe drobiazgi. A to szafka co już się może w mieszkaniu nie mieści, a to regał jakiś większy…na innym zobaczymy rower. Ale najczęściej można zobaczyć sznurki na pranie, czasem nawet jakieś się może akurat wietrzyć i nieodzowny mebel- stołeczek. Nie za duży, żeby tak potrzebnej do spacerowania na świeżym powietrzu przestrzeni nie zabierał. Nie za wysoki, bo i po co zbytnio wystawać ze swojego bezpiecznego schronienia? Ot, taki mały stołeczek, na którym można przysiąść. Te którym się przyglądałam nosiły wyraźne ślady użytkowania..nie błyszczały nowością, farba czy też lakier była przyszarzała. Nawet z tej pewnej odległości można się dopatrzeć też, ze siedziska są mocno …wypolerowane.

Pod ścianami znajduje odpowiedniki balkonowych stołeczków. Stare fotele, ławki sklecone z deski i pustaków. Tuż przy ścianie żeby nie wiało i żeby w pełni wykorzystać słońce które będzie padało na ścianę w określonym punkcie dnia.

Ściany…i to co koło nich tak wiele może powiedzieć o ludziach którzy żyją za nimi….

Drzwi


A oto jednocześnie część ściany, ruchoma ściana, strzeżone wrota i tajemne przejście zarazem. Czyli coś, co bez wątpienia, zasługuje na osobny dział.

Ta mroczniejsza część Pragi.

Bramy, oto coś co wzbudza w wielu ludziach lęk. Ciemne zaułki, osnute nutką tajemniczości i grozy. Wewnętrzne ściany, wielokrotnie oblepiane plakatami które z nich odpadły często na skutek zniszczenia przez wilgoć tworzą fakturę, która wielu wrażliwszym ludziom przywodzi na myśl ściany pokryte wymiocinami.

Z bramy często można przedostać się nie tylko na wewnętrzne podwórka, ale także bezpośrednio na klatki schodowe, które, jeśli nie są szczelnie zamknięte, wyglądają podobnie do bram. Jednakże z uwagi na zdecydowanie mniejszy przepływ powietrza niż w samej bramie, panuje tam dość intensywny i zabójczy dla nosa smród. W zapachu tym można doszukać się woni piwa, raczej podrzędnego wina, pleśni, wilgoci, mokrego drewna oraz przede wszystkim zapachu wszelkiego rodzaju wydzielin ludzkich łącznie z wymiocinami.

Na drzwiach też zresztą odkryłam dosyć intrygujący napis, umieszczony na dykcie i wykonany nawet całkiem schludnie. Napis ów brzmiał- „kondziory kurwy jebane frajery jebać 100%”.

Przez dłuższy czas rozważałam to krótkie agresywne przesłanie starając się odgadnąć jego sens., ale niestety nie obyło się bez zasięgnięcia porady słownika. Wierząc, że zarówno twórcy definicji jak i twórcy napisu wiedzieli, co owo słowo oznacza, to mamy tu do czynienia z tekstem kierowanym do konduktorów, kontrolerów w pociągach, autobusach i tramwajach. Może to zbyt daleko idąca interpretacja,, ale nasuwa się od razu skojarzenie, że autor, czy też autorzy tego tekstu mieli bardzo przykre spotkanie z kontrolerem właśnie.

Jednakże drzwi i bramy nie wszędzie tak wyglądają. Gdy wychodzę z tej ciemniejszej strony Pragi i przechodzę koło blokowisk nad jeziorem, zauważam, że tu sprawa ma się zupełni inaczej. Drzwi jako takich obejrzeć nie mogę, bo są poza zasięgiem mojego wzroku ukryte gdzieś za wysokim płotem porośniętym bujnym pnączem. Zamiast drzwi mogę za to podziwiać płot i furtkę które stają się dla mnie w tym momencie odpowiednikiem drzwi i bram. Już nie porysowane, ale wyglądające na nowe. Już nie z oblazłą farbą, ale całkiem zadbane. A co najważniejsze- zamknięte. Bramy i drzwi na klatki schodowe po drugiej stronie Pragi prawie zawsze są otwarte na oścież, dostępne dla każdego kto ma ochotę i odwagę tam zajrzeć. Czy jednak naprawdę tak bardzo dziwi, że to osiedle bloków jest odgrodzone i zamknięte na cały świat?

Mnie to nie dziwi…Gdybym miała wybierać, gdzie wolę mieszkać, w starej obdrapanej kamienicy czy w nowym, czystym i bezpiecznie odgrodzonym bloku, bez zastanowienia wybrałabym tą drugą opcję. Przypomina mi się oczywiście niedawna akcja wilków w Warszawie, podczas której młodzi ludzie wyli niczym wilki przed takimi właśnie zamkniętymi blokowiskami. Patrząc na te wszystkie obdrapane ściany Pragi, te śmierdzące wnętrza bram, naprawdę uważam, że należy zostawić w spokoju tych, którzy wolą mieszkać za wysokim płotem.

Podwórka

Po przywitaniu się ze ścianami i przekroczeniu bram wejściowych wkraczam na podwórka. Na wiele podwórek, będących strefą bardziej prywatną niż publiczną, Małe zamknięte wewnątrz kamienic podwóreczka, które obserwowane jest przez dziesiątki ciekawskich szklanych oczu.

Podwórka tej starszej części Pragi, są do siebie bardzo podobne… pod ścianami stoją mniej i bardziej potrzebne sprzęty, które ktoś wystawił z domu celem…pozbycia się? Wystawienia z nadzieją, że ktoś to po prostu sobie weźmie? Co najczęściej można zobaczyć? Najczęściej są to meble, stare zepsute i mocno zużyte. Segmenty szafek, regałów a także foteli czy też krzeseł. Zdarzyło mi się też znaleźć jeden materac pochodzący z wersalki (średnio praktyczne łóżko).
Podwórka są strefą na wpół publiczną na wpół prywatną. Nie dziwą wcale puchate kołdry wywieszone na trzepaku pod oknem, czyli coś zupełnie intymnego czego poza granicami kamienicy, czyli już na ulicy nikt by się nie odważył wywiesić. No chyba ze na balkonie, ale jest to już zupełni inna strefa niż przestrzeń tuż pod oknem.
Podwórka o strefa niczyja i wspólna dla wszystkich lokatorów. Nie znalazłam ani jednego podwórka, które miałoby ładnie zorganizowany ogródek, miejsce do wypoczynku i miejsce do składowania innych rzeczy czy też do postawienia samochodu. Podwórka, które widziałam, to zamknięty plac, na którym chwasty i trawy wybijają spoza łat wylanych betonem lub spomiędzy kostki. Wyglądają jakby zupełnie do nikogo nie należały, jakby nikogo nie interesowały w sensie estetycznym. W ogóle w jakimkolwiek sensie. Służą tylko jako obszar na którym coś się przetrzymuje, coś się wystawia z domu, parkuje się samochód. …jednak nie znalazłam w nich oznak jakiegoś współistnienia mieszkańców.
Jedno z pośród tych podwórek, po tej stronie Pragi wyróżniało się bardziej niż inne. Mimo zaniedbanego terenu, chwastów, braku ładu, pośrodku znajdowało się coś innego niż wszędzie indziej. Było to jedyne takie podwórko, które ja znalazłam, choć podobno na Pradze jest ich więcej. Pośrodku, otoczona małym, niskim płotkiem, znajdowała się kapliczka. W starej oponie rosły kwiatki, co stanowiło mimo wszystko jakiś kontrast dla zupełnie nagiej ziemni. Ale…tu warto zauważyć, że nagiej. Nie wiele mimo wszystko buło tu zalegających liści. Z powodu bliskości drzew mogło by być ich tu zdecydowanie więcej a przecież..jednak nie.. Znaczy, że jednak ktoś, a może nawet więcej ktosiów, tu sprząta. Więc ktoś o to dba!
Drewniana skrzynka kapliczki pomalowana na rzucający się w oczy niebieski kolor składała się z dwóch części. Skrzyni oraz mniejszej postawionej na niej, w której za szybką skryta była figura Matki Boskiej. Wokół tej drugiej poustawiane były kwiaty. Dziwne natomiast jest to, że drzwiczki do tej skrzynki zamknięte były na kłódkę. Czyżby obawiano się że święta postać zechce ich opuścić a kłódka miała ją tu na zawsze uwięzić? Czy może jednak, spowodowane było to zwykłą obawą przed kradzieżą? Co trzeba też zauważyć, dosyć nikła ta ochrona. Cóż to za problem otworzyć skrzynkę, której cała jedna ściana składa się z kruchego szkła? Nawet tak duża kłódka nie pomoże. Najwyraźniej jednak tu bardzo liczył się symbol.
Poniżej tej mniejszej skrzynki, czyli już na większej, zawieszono figurę ukrzyżowanego Jezusa Chrystusa. To, co od razu rzuca się w oczy, to fakt, że został on ukrzyżowany bezpośrednio na skrzyni, bez obecności krzyża…
Mimo to, owo podwórko wywołało na mnie jakieś przyjaźniejsze uczucia..znaczy, że ktoś tu jednak potrafi o coś dbać.
Inne podwórka po tej stronie Pragi, które zwiedziłam nie były już tak interesujące…widać było, że ktoś ich używa…po prostu, mimo wszystko niosły ze sobą mnóstwo negatywnych emocji w postaci wulgaryzmów na ścianach, śmieci pod ścianami, niezadbanych terenów…Cóż..jeżeli coś jest wspólne, jest…niczyje? Czy też może chodzi raczej o fakt braku poczucia wspólnoty? Po prostu…
Inaczej sytuacja wyglądała oczywiście z podwórkiem w zamkniętej strefie bloków nad jeziorem. Co prawda nie wiele można było na nim zobaczyć, ponieważ jest dosyć skutecznie odgrodzone od reszty świata, mimo to jednak nie można mu odmówić, że na swój sposób jest uporządkowane. Z cała pewnością też nigdzie nie znalazłabym stłuczonych butelek po tanim winie ani też starych połamanych mebli wystawionych pod ścianą….Z pewnością….oczywiście moja pewność jest tylko zakładana.

Ludzie

Oto istota która dała mi cały materiał badawczy. To ludzie zrobili napisy na ścianach, obsikali mury, wyrzucili sprzęty za okno, zbudowali kapliczkę oraz to ludzie zbudowali zamknięty kompleks bloków.
Podczas swojej wycieczki po Pradze odbyłam rozmowę z 4 mieszkańcami.
Pierwszym z nich był mieszkaniec kamienicy przy podwórku ozdobionym materacem z wersalki. Napotkałam go akurat wtedy, gdy podążał z siatką śmieci do zamkniętego za drzwiczkami śmietnika. Oczywiście moje pytanie było już z góry ustalone.
Jak Panu się tu mieszka? Czy nie przeszkadzają panu te obdrapane mury? Te wulgaryzmy na drzwiach? Czy to nie sprawia, że gorzej się tu mieszka? Czy to prawda, ze w tej części Warszawy jest niebezpiecznie?
Ów napotkany pan, zapewne koło sześćdziesiątki, odpowiedział dosyć prosto…Stwierdził, że ani trochę nie przeszkadzają mu warunki mieszkania tutaj. A bazgroły na ścianach? Cóż…rodzice dzieciom nie dają kartek…(przecież to takie proste! gdyby rodzice mieli kartki i kredki, dzieci nie mazałby po ścianach). Tu należy zauważyć, że winą za wszystkie napisy obarczane są dzieci…a mnie się zawsze wydawało, że te najbardziej wulgarne teksty należą do tych starszych…cóż, być może się myliłam. Pan jednak stwierdził, że kamienica jest brzydka, bo stara…pamięta dawne czasy, mimo to dobrze się tu żyje a niedługo będzie jeszcze lepiej, bo zostanie odnowiona.
Kiedyś.

Kolejnym spotkanym przeze mnie człowiekiem był pan, odrobinę młodszy od poprzedniego, który właśnie był w trakcie wyprowadzania psa na spacer. Wydawał się być bardzo zainteresowany moją osobą…Bez wątpienia, dla stałego mieszkańca, mój wygląd i zachowanie musiało być co najmniej ciekawe. Cóż, nie zakładałam, że uda mi się wtopić w tą społeczność. Zatem, skoro już zostałam zauważona i wywołałam jakieś zainteresowanie, to czemuż by go nie wykorzystać? Oczywiście ponowiłam swoje pytanie. Również i ten pan uznał, że mieszka sie normalnie a napisy? No, tego nie da się uniknąć. Wszędzie są, wszędzie były i będą. Ot, dzieciarnia. A co z bezpieczeństwem? Ten pan tu z kolei bardziej rozwinął temat. Uważa, że wszędzie jest tak samo niebezpiecznie. To zależy od zbiegu okoliczności. Jak sie wie, gdzie chodzić, jakimi ścieżkami, to Praga wcale nie jest taka znowu niebezpieczna. To tylko mit, że jest tu tak źle.
Również i temu panu podziękowałam za rozmowę i poszłam dalej swoją drogą.

Przy podwórku z kapliczką zauważyłam panią w wieku około 55 lat z torbami, gdy wychodziła właśnie z tej kamienicy. Uznałam, że rozmowa z nią może być wyjątkowo ciekawa.
Na moje pytanie, odpowiedziała po swojemu. Nie mówiła już tak jak poprzedni dwaj napotkani panowie, o całej dzielnicy, ale zawężała swój świat do swojej kamienicy. Sąsiedzi z boku, to są jacyś obcokrajowcy. Bez przerwy robią mnóstwo hałasu, mają dużo dzieci które bez przerwy hałasują. W ogóle spokojnie mieszkać się nie da. A w ogóle to ceny mieszkania jak za tak nędzne warunki to są zbyt wygórowane. Moja znajoma mieszka w innej dzielnicy i płaci niewiele więcej a ma o wiele lepsze warunki! Jestem już za stara żeby mieszkać w  takim miejscu, ale cóż poradzić? Co można zrobić? W moim mieszkaniu nie ma tego tego i tamtego. Stanowczo za dużo płacę. I nie ma nawet kablówki. No tak, to wyjątkowo straszne. W ogóle w tym miejscu to się żyje strasznie.
Starałam się jeszcze zwrócić uwagę na estetykę miejsca i zejść odrobinę z samych rachunków. Dowiedziałam się, że brama, w której swego czasu z okazji komunii dziecka jednego z mieszkańców, ściany pobielono, były już tak samo brudne i pomazane jak wcześniej w ciągu tygodnia. Po co zatem odnawiać?

Przeszłam na drugą stronę Pragi, nad jezioro i tam wypatrzyłam człowieka, który siedział na ławce i karmił gołębie. Przysiadłam się do niego i ponowiłam swoje pytanie. Pan okazał się być najbardziej rozmowny ze wszystkich napotkanych wcześniej ludzi i najmniej z nich wszystkich odpowiadał na pytanie. Pozwoliłam mu jednak mówić, by zobaczyć co dla niego jest ważne. Opowiadał o ptakach, czego lubią a czego nie. O tym, że źli ludzie zastawiają sidła na gołębie i potem te nieszczęsne zwierzęta mają obcięte pazurki przy nóżkach. Opowiedział też o tym, jak pewnego razu zobaczył gołębia wiszącego za nóżkę na drzewie i wezwał do niego straż pożarną, bo ta organizacja, która się zajmuje zwierzętami w mieście nie posiadała aktualnie takiej drabiny…

I wracając już do uczelni napotkałam ostatni przejaw obecności ludzi, tuż przed samą bramą na chodniku barwnie wykręcona psia kupa. Psia, nie ludzka,ale jednak, pies, o ile bezdomny nie jest, należy do człowieka…a nawet jeżeli bezdomny, człowiek niejako bierze za niego odpowiedzialność…wiec ta kupa właśnie. Można by ją nazwać spokojnie kupą chodnikową i przy tej okazji rozróżnić jeszcze kupy krawężnikowe, asfaltowe czy też ukryte (na przykład pod liśćmi). I ta Kupa stała się podsumowaniem tego mojego całego spaceru po Pradze, niejako komentarzem.
Praga, choć jest miejscem, które można wszelako wykorzystać, tak jak chodnik na przykład do dojścia dokądś, tak samo jak chodnik z kupą, może być pozornie bardzo odpychająca….a może po prostu wystarczy……posprzątać?